ż
wróć kategoria: kocięta  
Noma
NomaNoma

NOMA

Noma był dzikim małym kociątkiem. Nie umiał być inny. Ale widać było, że chce się nauczyć. Zaczepiał człowieka, wyskakując znienacka spod kanapy. Próbował. Czy ten wielki stwór go przypadkiem nie skrzywdzi. Nikt go nie krzywdził, więc maleńki coraz bardziej się ośmielał. Zaczął się przekonywać... Jednak z zupełnie niewiadomej przyczyny, pewnego dnia niespodziewanie odszedł. Dzień wcześniej Noma posmutniał. Miał nazajutrz pojechać do lekarza. Jednak gdy przyszłam do domu, zastałam jego braciszka siedzącego przy szafce i płaczącego rozdzierająco. Zajrzałam pod szafkę. Noma leżał z rozłożonymi na boki łapeczkami. Myślałam, że źle się czuje... Podniosłam go... Ale to było już tylko zimne ciałko Nomy :( Noma dołączył do swoich kocich i psich braci za Tęczowym Mostem. Gdziekolwiek jesteś Nomku, spotkamy się jeszcze i może wtedy podejdziesz i pozwolisz się pogłaskać, kochany czarny diabełku... Noma odszedł za Tęczowy Most 31 października 2007...

Noma to czarny kocurek zabrany z warszawskiego strychu, gdzie życie dla tak małego kociaka mogło skończyć się bardzo źle. Na szczęście Noma został przywieziony do fundacji. Przebył długą drogę pociągiem i teraz czeka go kolejna wędrówka - od podejrzliwego strachulca do supermiziastego i oswojonego kotka. Z pewnością szybko tę drogę pokona. Kotek jest śliczny. I ma mnóstwo energii. Czarny jak smoła. Na razie jeszcze nie przepada za dotykiem ludzkiej ręki, ale pozwala na to...czasami. Po sesji głaskania z godnością oddala się w ustronne miejsce, aby dokonać oczyszczenia futerka z ludzkiego zapachu ;) Noma czeka na dom. Na prawdziwy, kochający i dobry dom... Więcej o Nomie można przeczytać TUTAJ: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=66957